Debiutancka powieść amerykańskiego doktora filozofii urzeka stylem, subtelnością i sprawnością prowadzenia narracji. Firmin to opowieść o namiętnych czytelnikach, o samotności i sile, jaką niewątpliwie jest literatura. 
Przedstawiony na okładce bohater jest niezbyt urodziwym szczurem, zrodzonym z matki alkoholiczki, która za miejsce rozwiązania wybrała sobie jeden z bostońskich antykwariatów. Jako ostatni i najmniejszy z rodzeństwa Firmin miał problemy z zagłuszeniem wciąż domagającego się pożywienia żołądka. Zaczął wiec konsumować książki, przeżuwać je na mokrą papkę po której nierzadko dostawał mdłości. Tak też po raz pierwszy zetknął się z Joycem i jego Finnegans Wake. Jestem przekonany, że to właśnie te przeżute strony stanowiły żywieniowy fundament mojego, mówiąc skromnie, niezwykłego rozwoju umysłowego, a może wręcz go spowodowały. Z czasem jednak jego obcowanie z literaturą nabrało nieco subtelniejszego charakteru. Firmin odrzucony przez rodzeństwo ale i outsider z wyboru staje się czytelnikiem, którego szybkość czytania wprawiała w zdumienie. Z czasem czyta wszystko, co wpadnie w jego łapy, staje się inteligentem, erudytą. Życie ozdabiają my myśli Dostojewskiego, Strinberga czy Szekspira. Przede wszystkim jednak ma dwa marzenia: być pisarzem oraz znaleźć miłość. Czytaj resztę wpisu »
