Pilch na witrynach

DziennikWitryna pobliskiej księgarni jest na ogół zasypana przypadkowymi książkami. Jednak jedna odmieniła ją całkowicie. To absolutny marketingowy szczyt, by tak nieprzyjemny ryj umieszczać w tak newralgicznym miejscu, vis a vis autobusowego przystanku. Pośród pamiątek klubu piłkarskiego, lampek rowerowych, komórek i temperówek – taka twarz. Powiedzieć, że Pilch przyciąga spojrzeniem, to nic nie powiedzieć. Dałem się złapać na ten haczyk, dałem z przyjemnością. A muszę przyznać, byłem sceptyczny. Nieczęsta to przecież sytuacja, gdy dostajemy do rąk dziennik żyjącego pisarza. Oczywiście, sprawa „czystości” gatunkowej była już kwestionowana i nie mam ochoty się tym zajmować. Nie uważam też za konieczne, by „Dziennik” streszczać (co swoją drogą jest zadaniem karkołomnym).

Zapiski obejmują okres mniej więcej roku, lecz wykraczają poza aktualny czas powstawania. Czytam „Dziennik” jako rzecz jak najbardziej uniwersalną, podręcznik życia. Pilch zachowuje zdrowy dystans do rzeczywistości, który pozwala mu pisać z uwagą i ironią o sprawach bieżących, i ostatecznych. Postawa pisarza wobec upływającego czasu, własnych ograniczeń, starzejącego się ciała, daleka jest od heroizmu. Nie popada on w rozgoryczenie ani ignorancję. Obce jest mu poczucie wyższości czy ideologia oblężonej twierdzy. Nie pisze też piórem, przynajmniej tego nie przyznaje.

Dziennik pozwala czytelnikowi zbliżyć się do osoby pisarza. Zbliżyć jedynie, gdyż Pilch nigdy nie odsłania się całkowicie. Dbając o formę wypowiedzi, stylizując niemal każde zdanie, buduje zasłonę przed czytelnikiem. Mimo stylizacji, ironii i dystansu, zainteresowanie lekturą nie gaśnie, lecz wzmaga. Dopiero czytanie ciągiem zapisków Pilcha nadaje im właściwy sens. Najpoważniejsze sprawy rozgrywane są za pośrednictwem literackich cytatów i komentarzy. Za sprawą literatury porozumienie z czytelnikiem wydaje się bardziej możliwe, a horyzont nieco mniej przerażający. Pewna rzecz jednak mnie niepokoi. Nie jestem przecież konserwatystą, ale wciągniecie P. B. do dziennika i żonglowanie wyznaniem wiary wywołuje pewien niesmak. Najpewniej – rzecz gustu.

Dziennik” Pilcha dostarcza przyjemności lektury, temperament autora ujawnia się w polemikach i ripostach. Wyśmienite i niezwykle literackie są przywoływane anegdoty oraz wycieczki pisarza w miasto, często w niesprzyjających okolicznościach. Pozostaje tymczasem czekać, aż Jerzy Pilch napisze powieść o Schulzu, kryminał z Hotelu Francuskiego w Krakowie albo autobiografię. Najlepiej w proponowanej kolejności.

Oddzielając grubą kreską moją dotychczasową działalność na tym blogu, chciałbym wrócić do pisania o lekturach wartych uwagi. Po cichu liczę, że staną się przygodą również dla osób, które przypadkiem tutaj trafią.

Jerzy Pilch, Dziennik, Wydawnictwo Wielka Litera, 2012

Advertisements

4 comments

  1. Muszę przyznać, że miałem podobnie. Nawet drugi dziennik, publikowany na łamach TP, niespecjalnie mnie rusza. Niemniej, „Dziennik” czytany w całości, ma zupełnie inną moc oddziaływania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s