Jagielska Grażyna

Żyliśmy z wojny

Jagielska_Milosczkamienia_popr2_500pcxPisanie o książce Grażyny Jagielskiej jest trudne i mam w sobie dużą pokorę względem tej opowieści. Nie odważę się napisać czegokolwiek na temat psychologii postaci, relacji między małżonkami, czy o chorobie autorki. Mamy tu przecież do czynienia z przypadkiem uzależnienia, degradacji i dezintegracji osobowości, życia i związku. Nikt tu nie osądzi autorki, choć sama tego pragnie, czując się współodpowiedzialna, współwinna. Daleki jestem od wyrozumiałości względem korespondenta wojennego, chociaż mam świadomość, że ta książka nie została napisana przeciwko komukolwiek. Nie mam pretensji o rzeczy w tej historii przemilczane i niedopowiedziane. 

Ta niezwykła relacja z otchłani zostawia we mnie ślad w postaci wyrazistych obrazów: ławki oraz rzeki, która za każdym razem pachnie inaczej, której nurt przynosi nowe i przerażające opowieści; obraz człowieka, który wpada w jakąś otchłań w czasoprzestrzeni, otchłań o niewidzialnych a nieprzekraczalnych granicach.

Powrót do rzeczywistości po lekturze Miłości z kamienia jest przyjemny jak nigdy, gdy kończę lekturę książki. Nie sposób osądzać postaw i ludzi na podstawie tych zapisków, nie sposób zrozumieć. Łatwiej zaś zrobić to z literaturą – w tym przypadku dopracowaną i przemyślaną, przerażającą i zapadającą w pamięć. Trudno książkę polecać, ale warto po nią sięgnąć. 

Reklamy