Pilch Jerzy

Pilch na witrynach

DziennikWitryna pobliskiej księgarni jest na ogół zasypana przypadkowymi książkami. Jednak jedna odmieniła ją całkowicie. To absolutny marketingowy szczyt, by tak nieprzyjemny ryj umieszczać w tak newralgicznym miejscu, vis a vis autobusowego przystanku. Pośród pamiątek klubu piłkarskiego, lampek rowerowych, komórek i temperówek – taka twarz. Powiedzieć, że Pilch przyciąga spojrzeniem, to nic nie powiedzieć. Dałem się złapać na ten haczyk, dałem z przyjemnością. A muszę przyznać, byłem sceptyczny. Nieczęsta to przecież sytuacja, gdy dostajemy do rąk dziennik żyjącego pisarza. Oczywiście, sprawa „czystości” gatunkowej była już kwestionowana i nie mam ochoty się tym zajmować. Nie uważam też za konieczne, by „Dziennik” streszczać (co swoją drogą jest zadaniem karkołomnym). (więcej…)

Reklamy